-
Czy można żyć w przyjaznych stosunkach z Bogiem?Strażnica — 1980 | nr 2
-
-
obawiać się żadnego prześladowania, choroby, trudności, sprzeciwu ani czegokolwiek innego, w tym nawet śmierci (Rzym. 8:38, 39).
18. Co w końcu osiągnie ten, kto wiernie naśladuje dobrego Pasterza?
18 Ktokolwiek daje się prowadzić troskliwemu Pasterzowi, Jezusowi Chrystusowi, i wiernie idzie jego śladami, ma zapewnione życie wieczne. Jezus rzekł: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (Jana 3:16).
19, 20. Jaka zatem jest wartość przyjaznych stosunków z Bogiem?
19 Życie wiecznotrwałe! Choćby nawet taka osoba umarła, jej nadzieja nie gaśnie. Jezus specjalnie podkreślił, jak trwała i nierozerwalna jest bliska więź łącząca go z tymi, których Ojciec przywodzi do niego, aby weszli w skład „małej trzódki” jego owiec; powiedział bowiem: „Wszystko, co mi daje Ojciec, przyjdzie do mnie, a tego, który do mnie przychodzi, nie wyrzucę precz” (Łuk. 12:31, 32; Jana 6:37, NP).
20 Wynika stąd jasno, że przyszedłszy do tak troskliwego Pasterza można pod jego opieką spodziewać się pomocy i kierownictwa w każdej sytuacji, mając w dodatku nadzieję życia wiecznego. Czy może być coś lepszego od przyjaźni z Bogiem i Jego Synem? Ale jak powinniśmy każdego dnia potwierdzać, że naprawdę łączą nas z Nimi takie wspaniałe, bliskie, serdeczne i mocno ugruntowane stosunki?
-
-
List na dowód wdzięcznościStrażnica — 1980 | nr 2
-
-
List na dowód wdzięczności
„Pięć długich lat żona z synem byli Świadkami Jehowy bez mojej całkowitej zgody. Zdaję sobie teraz sprawę z faktu, że przez swoje zachowanie i brak wiary w Jehowę przysparzałem im wiele trosk oraz trudności. Bóg sam tylko wie, co przeszli w tym czasie. A ja mogę jedynie liczyć na to, że jest On bardzo, bardzo wyrozumiały i gotowy do przebaczania.
„Byłem niepraktykującym katolikiem i grzeszyłem w każdym dniu swego życia, a jednak uważałem się za lepszego od Świadków Jehowy, których miałem za fanatyków. Nie pomyślałem o tym, że i Jezusa Chrystusa nazywano w swoim czasie fanatykiem. Nawet samo imię Jehowy budziło we mnie odrazę.
„Dopiero po dużych trudnościach, jakie wynikły przy przeprowadzce z Missouri do Kalifornii, poczułem, że czegoś brak w moim życiu. Odniosłem wrażenie, jak bym się zagubił w tym poplątanym świecie. Nie wiedziałem już, jak na nowo rozpocząć życie wypełnione pozytywną treścią. Zacząłem się więc modlić do Boga Wszechmocnego o kierownictwo, o wskazanie mi sposobu na usunięcie pustki, jaka mnie drążyła. W tym momencie zapukano do drzwi mieszkania. Kazałem wejść i okazało się, że przyszła jakaś pani, Świadek Jehowy.
„Normalnie bym grzecznie ją wyprosił i zamknął za nią drzwi, ale tym razem, skoro dopiero co modliłem się o przewodnictwo, coś się we mnie odmieniło. Rozmawialiśmy jakieś 40 minut, po czym zaprosiła mnie do sali na zebranie. Poświęciła nawet czas na to, by narysować mapkę ze wskazówkami, jak tam się dostać. Nigdy nie spotkałem katolika, który by zadał sobie tyle trudu w trosce o duchowe dobro bliźniego. Poczułem się dziwnie, widząc, że ta osoba jest tak zainteresowana moim zbawieniem.
„Teraz więc chodzę do Sali Królestwa wraz z żoną Christine i synem Filipem. Systematycznie też studiuję Biblię. Mam cichą nadzieję, że nie znalazłem Jehowy zbyt późno jak na zdobycie życia wiecznego”.
-