-
„Ceńcie takich ludzi”Strażnica — 1989 | 15 stycznia
-
-
Bracia ci i ich żony (gdyż wielu jest żonatych) dobrowolnie zrezygnowali z osiadłego trybu życia. Przenoszą się z miejsca na miejsce i często tylko dzięki życzliwości drugich chrześcijan mają co zjeść i gdzie przenocować. Do Gajusa, który w I wieku serdecznie przyjmował u siebie takich ewangelizatorów, Jan napisał: „Umiłowany, wiernie pracujesz w tym, cokolwiek czynisz dla braci, i to obcych” (3 Jana 5). Podobnie dzisiaj ci, którzy podróżują ‛przez wzgląd na imię Jehowy’, zasługują na to, by ich cenić oraz okazywać im miłość i szacunek.
17. Jak starsi powinni okazywać należny szacunek podróżującym przedstawicielom Ciała Kierowniczego?
17 Zwłaszcza starsi powinni ze stosownym poważaniem odnosić się do goszczących u nich przedstawicieli Ciała Kierowniczego, wysyłanych do zborów z uwagi na zalety duchowe i doświadczenie, które jest zazwyczaj bogatsze niż u wielu miejscowych starszych. Nadzorca podróżujący może być od nich młodszy wiekiem, ale to nie powód, by mu odmawiać należnego szacunku. Niekiedy widzi potrzebę powstrzymania miejscowego grona od pochopnego zalecenia kogoś na starszego lub sługę pomocniczego, gdyż pamięta o przestrodze, jakiej Paweł udzielił Tymoteuszowi (1 Tymoteusza 5:22). Brat ten ma starannie rozważyć argumenty nadzorców, ale oni też powinni chętnie go słuchać i korzystać z jego doświadczenia. Niech naprawdę ‛cenią takich ludzi’ (Filipian 2:29).
„Takich darzcie uznaniem”
18, 19. (a) Jak Paweł wyraził uznanie dla swych współpracowników? (b) Jaki przykład potwierdza, że Paweł nie chował urazy do braci?
18 W Liście 1 do Koryntian Paweł pisał: „A usilnie zachęcam was, bracia: Wiecie, że domownicy Stefanasa są pierwocinami Achai i że stawili się do usługiwania świętym; zatem podporządkowujcie się takim oraz każdemu, kto współpracuje i podejmuje trud. Ale raduje mnie obecność Stefanasa, Fortunata i Achaika, ponieważ wyrównują to, że was tutaj nie ma. Pokrzepili przecież na duchu i mnie, i was. Dlatego takich darzcie uznaniem” (1 Koryntian 16:15-18).
19 Jakże wielką szlachetnością i wspaniałomyślnością wobec swych braci odznaczał się Paweł! Nie zawsze byli szeroko znani, on jednak miłował ich, gdyż ‛współpracując’ i ‛podejmując trud’ nie szczędzili starań, by usługiwać świętym. Dał też dobry przykład pod względem puszczania w niepamięć uraz. Chociaż podczas pierwszej podróży misyjnej zawiódł się na Janie Marku, później gorąco go polecił zborowi w Kolosach (Dzieje Apostolskie 13:13; 15:37, 38; Kolosan 4:10). Kiedy był więźniem w Rzymie, chciał, żeby Marek przybył do niego, bo — jak sam powiedział — „jest mi przydatny do usługiwania” (2 Tymoteusza 4:11). Ani śladu małostkowej pamiętliwości!
20. Jak wszyscy chrześcijanie, a w szczególności starsi, powinni dawać dowody, że poważają wiernych nadzorców oraz że ‛cenią takich ludzi’?
20 Wśród nowożytnego ludu Bożego jest wielu oddanych nadzorców, którzy tak jak Stefanas usługują swym braciom. To prawda, że mają wady i słabości. Niemniej ‛współpracują’ z „niewolnikiem wiernym i rozumnym” i jego Ciałem Kierowniczym oraz ‛podejmują trud’ uczestnicząc w dziele świadczenia i pomagając swoim współwyznawcom. ‛Podporządkowujmy się takim’, dostrzegajmy ich zalety, nie doszukujmy się u nich niedociągnięć. Nadzorcy mają dawać przykład, odnosząc się do siebie nawzajem z uznaniem i szacunkiem. Powinni współpracować ze sobą w duchu jedności i miłości. Wtedy wszyscy poznają wartość tych wiernych braci i będą ‛cenić takich ludzi’ (Filipian 2:29).
-
-
Życie wypełnione uszczęśliwiającą służbą misjonarską w AfryceStrażnica — 1989 | 15 stycznia
-
-
Życie wypełnione uszczęśliwiającą służbą misjonarską w Afryce
Opowiada John Miles
RZECZ dzieje się w rezerwacie zwierząt w północno-zachodniej części Zimbabwe. Jedziemy z moją żoną Val w kierunku słynnego Wodospadu Wiktorii. Nie, nie znaleźliśmy się tu jako turyści. Jesteśmy misjonarzami i pracujemy wśród miejscowych ludzi. Wjeżdżamy w zakręt i oto niespodziewanie wyrasta przed nami ogromny słoń, stojący na poboczu. Zatrzymuję samochód i wychylam się przez okno, żeby zrobić zdjęcie. Chcę pstryknąć jeszcze jedno, gdy Val woła:
„Idzie na nas!”
Szybko włączam rozrusznik, ale silnik nie chce zaskoczyć. Tylko tego brakowało! Słoń już dobiega i staje dęba, żeby nas stratować. W ostatniej chwili uruchamiam auto i skręcamy w busz. Na szczęście nie ma żadnych kamieni ani drzew, które udaremniłyby nam ucieczkę. Postanawiamy ustąpić pierwszeństwa przejazdu „panu Trąbalskiemu”, zmieniamy więc trasę i ruszamy dalej.
Inna scena. Tym razem znajdujemy się na południu Afryki w Maseru, stolicy górzystego królestwa Lesotho. Jest niedzielne popołudnie.
-