-
Czy niepotrzebnie nadeptujesz ludziom na odciski?Strażnica — 1964 | nr 1
-
-
Obojętność co do osobistej czystości, np. gdy komuś czuć z ust, albo gdy jego ciało wydaje przykrą woń lub gdy ktoś pali tam, gdzie widnieje wyraźny napis: „Palenie zabronione!”, doprowadza do tego, że się komuś podrażnia nerwy powonienia. Jakieś naruszenie dobrych manier, jakiś nietakt może istotnie skłonić kogoś do niewłaściwego postępowania.
Można wielokrotnie „nadepnąć komuś na odcisk” i wcale sobie tego nie uświadomić, ponieważ nasz przyjaciel jest w tym wypadku lękliwie nieśmiały. Słowo Boże jednak mówi: „Lepsza jest jawna nagana, niż miłość tajemna.” Często ktoś obawia się ganić przyjaciół, nie wiedząc, jak oni mogą to przyjąć. Choć to brzmi niedorzecznie, to jednak najczęściej tak bywa, że kto jest skłonny nadepnąć komuś na odcisk, ten przeważnie sam bywa najbardziej wrażliwy; ludzie najbardziej nietaktowni oczekują najwięcej taktu od innych. — Przyp. 27:5, Wu.
Skąd możesz wiedzieć, czy uraziłeś swoich najlepszych przyjaciół, gdy oni ci o tym nie powiedzą? Z ich sposobu zachowania się wobec ciebie! Oni mogą być uprzejmi, taktowni i oczywiście przyjaźni, ale jednocześnie są trochę ostrożni, aby się do ciebie zbytnio nie zbliżać. Ponieważ w twej obecności nie czują się swobodnie, więc prawdopodobnie nie będą chcieli cię wpuścić do wewnętrznego przybytku przyjaźni, i nie będą cię darzyć szczególną sympatią. Twoje wybitne przymioty zostaną przeoczone, ponieważ zraniłeś ich w czułe miejsce.
Co powoduje, że ktoś „następuje komuś drugiemu na odcisk”? W gruncie rzeczy wynika to z braku zdolności do wczuwania się, niemożliwość wczucia w położenie drugiego człowieka, z braku zrozumienia, braku delikatnej duchowej zdolności rozeznania; krótko mówiąc z braku miłości bliźniego. To może być wynikiem braku znajomości obyczajów jakiegoś narodu, albo okoliczności, w których się ktoś znajduje. Może też ktoś jest bardzo ekstrawersyjny [to znaczy bardzo żywo reaguje na rzeczywistość zewnętrzną]. Takiemu często brak subtelnej, duchowej zdolności rozeznania i bawi go niesmak, nieprzyjemne uczucie albo zły humor innych osób, szczególnie gdy one są introwertykami [mają skłonność do zamykania się w sobie]. W związku z tym określa się ludzi jako typy ekstrawersyjne lut introwersyjne, wyrażając przez to po prostu, że niektórzy są gruboskórni, a inni subtelni. Złotym środkiem jest to, co można nazwać typem ambiwertatnym, to znaczy równomiernym albo zrównoważonym. Gdy ktoś unika obydwu krańcowości, nie obraża pochopnie kogoś drugiego, ani też sam nie prędko czuje się obrażonym.
Także krytyczne nastawienie perfekcjonista dokuczy prawdopodobnie komuś drugiemu, ponieważ brak mu zdolności wczuwania się. Zamiast doceniać i pochwalać strony dobre, widzi i omawia tylko strony słabe, przez co niepotrzebnie wyrządza innym przykrość.
To samo można powiedzieć o ludziach, którzy stale mówią o doskonałości. Oni często do tego stopnia troszczą się o punktualność, porządek i oszczędność, że stają się zaślepieni na potrzebę okazywania współczucia innym, a zatem na uznanie ludzkich wartości. W gronie rodzinnym mogłoby to mieć następujący skutek: żona przyrządza specjalny posiłek a mąż mruczy ze względu na wydatki. Albo mąż przynosi do domu podarek, a żona krytykuje ten nadzwyczajny wydatek. Z powodu braku zdolności wczuwania się oboje przeoczają fakt, że okazywanie miłości wymaga, aby wyjść nieraz poza rozważania czysto rozumowe.
Nie wolno nam również przeoczyć faktu, że wszelkie uprzedzenia zdradzają brak zdolności wczuwania się i ranią innych. Bez względu na powód uprzedzenia — czy to będzie różnica koloru skóry, narodowości, stanowiska społecznego albo różnica w stopniu wykształcenia — zawsze stanowi to przeciwieństwo zdolności wczuwania się i zdradza zupełny brak zdolności wnikania w położenie innych.
W obecnym starym świecie i tak już istnieje wiele cierpień, nieporozumień i nieszczęść; nie pomnażajmy ich przez niepotrzebne wyrządzanie komuś przykrości.
W Słowie Bożym jest odnośnie do tego wiele rad, na przykład: „Przyodziejcie się delikatną skłonnością do współczucia, dobrocią, uniżeniem umysłu, łagodnością”, albo „Chodźcie stale w mądrości”, albo „Niech wasze wypowiedzi będą zawsze uprzejme.” Słuchaj tych rad, a nie będziesz niepotrzebnie „nadeptywać ludziom na odciski”. — Kol. 3:12; 4:5, 6, NW.
-
-
„Jehowa jest mim Pasterzem, niczego mi nie zabraknie”Strażnica — 1964 | nr 1
-
-
„Jehowa jest mim Pasterzem, niczego mi nie zabraknie”
Opowiada Konrad Franke
W PEWIEN deszczowy letni dzień 1920 roku, ojciec poprosił mnie, abym mu towarzyszył na zebranie „Poważnych Badaczy Pisma świętego”. Szczególne wrażenie wywarła na nim nazwa organizatorów. Mieszkaliśmy w małej wiosce u podnóża Gór Kruszcowych [Rudaw], i chcąc się dostać do pobliskiego miasta, w którym był zbór, musieliśmy iść pieszo około dwóch godzin.
Chociaż miałem dopiero dziesięć lat, to jednak już się zetknąłem z poważnymi problemami życiowymi. Pierwsza wojna światowa, którą prowadzono w imię Boże, jak również jej skutki, pozostawiły swe ślady także w naszej rodzinie. Czy „Poważni Badacze Pisma świętego” potrafią dać zadawalającą odpowiedź na tak częste pytanie: Dlaczego ludzkość musi znosie tyle nędzy i cierpień?
To, co usłyszeliśmy, było naprawdę dobrą nowiną. Obaj postanowiliśmy brać udział w zanoszeniu tej dobrej nowiny o Królestwie Bożym ludziom, którzy również znajdowali się w tak samo beznadziejnej sytuacji, jak my. Od tego pełnego wrażeń dnia odczuwam potrzebę wytężania wszystkich swych sił w służbie dla tego Boga, który jest dla ludzi tak dobry. Już po kilku tygodniach nadarzyła się pierwsza sposobność. Wielka kampania wykładu pod tytułem: „Świat się kończy — miliony obecnie żyjących nigdy nie umrą!” była przeprowadzana również na naszym terenie. Możność zapraszania ludzi na ten wykład sprawiła mi doprawdy wielką radość.
Podczas zebrań mogłem siedzieć wśród dorosłych. Coraz lepiej poznawałem zamysł Jehowy. W 1922 roku chciałem usymbolizować swe oddanie przez chrzest w wodzie, ale bracia dali mi do zrozumienia, że powinienem poczekać, aż będę trochę starszy. Zostałem więc ochrzczony w roku 1924.
ODPOWIEDZ NA WEZWANIE
Szybko przeminęły lata młodzieńcze. Zdobyłem zawód świecki, ale to mnie nie zadowoliło. Wciąż myślałem o wielkim dziele kazania, które należało jeszcze wykonać. Często z braćmi, mymi rówieśnikami, którzy tak jak ja nie mieli żadnych obowiązków biblijnych, omawiałem zachęcające
-