ROZDZIAŁ 13
Czy kościoły chrześcijaństwa ujmują się za Biblią?
W POJĘCIU wielu ludzi Biblia jest nierozłącznie związana z chrześcijaństwem. Określenie chrześcijaństwo odnosi się do krajów i narodów, w których większość ludności podaje się za chrześcijan. Jeżeli mieszkasz w którymś z tych krajów, to może będziesz zdziwiony, gdy się dowiesz, że miliony ludzi w krajach niechrześcijańskich nie interesują się Biblią głównie z uwagi na przeszłość chrześcijaństwa. A jeżeli mieszkasz w kraju niechrześcijańskim, to prawdopodobnie będziesz wiedział, co mamy na myśli.
Większość ludzi na pewno nie życzy sobie wojny, ucisku, niezgody i przestępczości. Jednakże w obrębie chrześcijaństwa, które twierdzi, że reprezentuje Boga, wrogość i samolubstwo stale prowadziły do straszliwych aktów gwałtu, których punktem szczytowym stały się masowe rzezie podczas obu wojen światowych. W drugim z tych konfliktów jeden z krajów chrześcijaństwa zapoczątkował erę wojen nuklearnych, zrzucając bomby atomowe na wrogi kraj niechrześcijański.
Oczywiście wszędzie na świecie popełnia się przestępstwa, ale należałoby się spodziewać, że w chrześcijaństwie, które rzekomo kieruje się Słowem Bożym, popełnia się ich mniej niż gdzie indziej. A jednak wcale tak nie jest, ponieważ w krajach chrześcijaństwa przestępczość osiąga zatrważające rozmiary, niespotykane poza jego granicami. Wobec takiego stanu rzeczy wiele ludzi odwraca się od Biblii. Czy słusznie? Zastanówmy się.
Należałoby najpierw znaleźć odpowiedź na następujące ważne pytania: Czy kościoły chrześcijaństwa ujmują się za Biblią? Czy przestrzegają podanych w niej zasad? Czy rzeczywiście idą w ślady Chrystusa i czy zawsze wywierały na inne narody wpływ czysto chrześcijański? Gdyby na te pytania trzeba było odpowiedzieć przecząco, znaczyłoby to, że te kościoły oszukują ludzi. Warto więc uczciwie zbadać fakty.
POSTAWA CHRZEŚCIJAŃSTWA WOBEC BIBLII
To prawda, że Biblia jest najbardziej rozpowszechniona w krajach chrześcijaństwa. Ma ją większość jego wyznawców. Ale czy samo posiadanie jakiejś książki jest równoznaczne z czytaniem jej? A czy nawet czytanie Biblii stanowi dowód, że się w nią wierzy? I choćby ktoś twierdził, że wierzy, czy to już znaczy, że kieruje się w życiu jej naukami? Wprost przeciwnie, księga ta może nawet potępiać jego postępowanie.
Ilu wyznawców chrześcijaństwa czyta Biblię? W roku 1961 w tokijskim czasopiśmie Yomiuri Shimbun zamieszczono następującą wypowiedź sekretarza generalnego Zjednoczonych Towarzystw Biblijnych:
„Biblię kupuje dzisiaj miliony ludzi, ale oprócz niechrześcijan mało kto ją czyta”. — 11 czerwca 1961.
W znanym czasopiśmie religijnym The Christian Century z 5 września 1962 powiedziano bez ogródek:
„Szczerze mówiąc, czy zamknięta i zakurzona Biblia pełna pożółkłych nekrologów nie byłaby lepszym symbolem obecnego stanu protestantyzmu?”
Czy o ludziach, którzy nie czytają Biblii, można powiedzieć, że ją reprezentują?
Ale skąd się bierze ta obojętność wobec Biblii? A co powiedzieć o przywódcach religijnych, o klerze pouczającym wyznawców chrześcijaństwa? Mogłoby się zdawać, że duchowni żywo interesują się Biblią i bardzo ją cenią. Czy to prawda?
W gazecie katolickiej Luxemburger Wort z 16 stycznia 1965 znalazła się następująca wypowiedź na temat sytuacji, jaka panuje w Luksemburgu:
„Czy to nie jest niepokojące, (...) że znaczna większość naszych katolików, a nawet naszych duchownych, jeszcze nigdy nie przeczytała całej Biblii ani nawet Nowego Testamentu?”
Czy ten widoczny w chrześcijaństwie brak zainteresowania Biblią wynika tylko z opieszałości jego członków oraz duchowieństwa? Przyczyna tkwi znacznie głębiej. Wchodzi tu w grę nie tylko zainteresowanie. Jest to przede wszystkim kwestia wiary. Niewątpliwie sam czytałeś już oświadczenia podobne do niżej przytoczonych, ponieważ często pojawiają się na łamach różnych gazet i magazynów.
Według ukazującego się w Melbourne w Australii czasopisma The Age z 18 lutego 1967, pewien proboszcz anglikański oświadczył: „Dla 80 procent Starego Testamentu najlepszym miejscem byłoby muzeum”.
W niemieckim magazynie Der Spiegel podano:
„Dla szeregu profesorów teologia jest mianowicie ‚nauką jak każda inna’, a ich ‚krytyczny umysł’ czyni z Pisma świętego ‚zbiór mitów i symboli, bajek, utworów poetyckich i przenośni’”. — 16 sierpnia 1961.
Czołowy odłam kościoła prezbiteriańskiego w Stanach Zjednoczonych podał do wiadomości, że nie uważa Biblii za „wolną od błędów”.52 A w jednym z artykułów czasopisma Time53 powiedziano o pewnym konserwatywnym teologu metodystów z uniwersytetu stanu Michigan, że uczy swoich studentów, iż „Biblia jest największym zbiorem mitów w dziejach zachodniej cywilizacji”.a
Takie poglądy nie datują się dopiero od niedawna. W roku 1929 zadano 500 studentom teologii będącym baptystami, kongregacjonalistami, wyznawcami kościoła episkopalnego, ewangelikami, luteranami, metodystami i prezbiterianami następujące pytanie: „Czy wierzysz, że Biblia jest całkowicie wolna od legend i mitów?” 95 procent zapytanych odpowiedziało „Nie”.54 Odpowiedzi te zdradzają, czego ich nauczyli przywódcy religijni. W obecnej sytuacji różnica polega głównie na tym, że kler chrześcijaństwa coraz otwarciej demonstruje swą niewiarę w Biblię jako natchnione Słowo Boże.
CO MYŚLĄ O BOGU BIBLII?
Negując fakt, że Biblia jest natchnionym Słowem Bożym, ci przywódcy religijni w gruncie rzeczy twierdzą, że Bóg jest niemy, że milczy, nie komunikuje się z ludźmi. Warto przy tym podkreślić, że specjalnie starają się podkopywać wiarę w pewne fragmenty Biblii, które mówią o tym, jak Bóg ingerował w sprawy ziemi i jej mieszkańców, dając wyraz swej suwerennej władzy i swojej woli. Uznają tylko te fragmenty Biblii, które da się wytłumaczyć w sposób czysto ludzki. W gruncie rzeczy zmierzają więc do wykazania, że Bóg nie jest zdolny zająć się sprawami ludzi.
Toteż nic dziwnego, że niektórzy przywódcy religijni posuwają się znacznie dalej w swoim zaprzeczaniu prawdziwości Biblii. Występują oni z teorią, że „Bóg jest martwy”, i głoszą naukę o „nieobecności Boga za naszych czasów”. Taki wniosek jest logiczną konsekwencją nieuznawania Biblii za natchnione Słowo Boże. Kim są ci rzecznicy teorii, że „Bóg jest martwy”?
Kanadyjski duchowny E. Harrison pisze w swej książce A Church Without God (Kościół bez Boga):
„Werner Pelz, który napisał książkę pt. God Is No More [Boga już nie ma], jest pastorem kościoła anglikańskiego; (...) Ojciec Jackson, który twierdzi: ‚Jeżeli istnieje Bóg, to nie możemy o nim mówić jako o istocie najwyższej’, jest kapelanem uniwersyteckim; Thomas Altizer, który napisał Ewangelię chrześcijańskiego ateizmu [The Gospel of Christian Atheism], jest profesorem nadzwyczajnym teologii biblijnej na jednym z uniwersytetów amerykańskich; ja jestem duszpasterzem w pewnej parafii anglikańskiej w Toronto. Uważam się za chrześcijanina i anglikanina; jednakże mogę z całą powagą powiedzieć, że BOGA NIE MA”. — 1966, s. 39.
Tacy ludzie wcale nie są rzadkim wyjątkiem wśród duchownych chrześcijaństwa. W czasopiśmie National Observer powiedziano m. in.: „90 procent teologów protestanckich w wieku poniżej 40 lat opowiada się za teorią, że ‚Bóg jest martwy’”.55 A mimo to ci duchowni uważają się za „chrześcijan”!
CO DUCHOWNI MYŚLĄ O MORALNOŚCI BIBLIJNEJ
Kościoły chrześcijaństwa od dawien dawna twierdzą, że są stróżami moralności publicznej. Ale czy przywódcom religijnym rzeczywiście zależy na przestrzeganiu zasad biblijnych? Czy w obecnej dobie załamywania się porządku społecznego, rozwodów, nieobowiązkowości i zbrodni uznają Biblię za źródło siły moralnej i czy bronią jej wysokich mierników postępowania? Co oni głoszą?
Przede wszystkim trzeba podkreślić, że biblijne mierniki moralne są całkiem jasne. Na przykład apostoł Paweł napisał:
„Jak to! Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie odziedziczą Królestwa Bożego? Nie dajcie się zwodzić. Ani wszetecznicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani mężczyźni utrzymywani do celów przeciwnych naturze, ani mężczyźni, którzy się kładą z mężczyznami, ani złodzieje, ani chciwcy, ani pijacy, ani lżyciele, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego”. — 1 Koryntian 6:9, 10, NW.
Biblia całkiem wyraźnie ogranicza stosunki płciowe do ludzi związanych węzłem małżeńskim. Powiedziano w niej stanowczo: „Uciekajcie od wszeteczeństwa”, ‚powstrzymujcie się od wszeteczeństwa’, „niech (...) łoże małżeńskie [będzie] bez splamienia, bo Bóg będzie sądził wszeteczników i cudzołożników” (1 Koryntian 6:18; 1 Tesaloniczan 4:3, Hebrajczyków 13:4, NW). Czy przywódcy kościołów chrześcijaństwa ujmują się za tymi naukami biblijnymi?
Coraz więcej duchownych propaguje tak zwaną „nową moralność”. Cóż to jest? Joseph Fletcher, profesor episkopalnego seminarium teologicznego, wyjaśnia: „Według tej etyki nie ma nic złego w pozamałżeńskich stosunkach płciowych, a w niektórych wypadkach nawet wychodzą one na dobre”.56 Rzymskokatolicki teolog Eugene Hillman wyraził pogląd, że poligamia „może służyć dobrym i konstruktywnym celom społecznym”.57
Tacy ludzie zdają sobie sprawę, że ich oświadczenia są sprzeczne z Biblią. Wynika to z pewnego artykułu zatytułowanego „Pogląd na seks w wieku pigułki”, zamieszczonego w magazynie The Christian Century z 8 stycznia 1969. Autor, prezbiteriański duchowny Gordon Clanton, pisze:
„Za czasów Jezusa i w okresie blisko 2000 lat istnienia kościoła nauka, że obcowanie płciowe jest zastrzeżone wyłącznie dla ludzi związanych małżeństwem, była słuszna (...) ale dzisiaj taka surowa reguła nie jest już potrzebna. (...)
„Już od jakiegoś czasu ‚liberalni’ teolodzy napomykają o pojawieniu się ‚nowej moralności’. Zdobyli się na śmiałość, aby powiedzieć, że obcowanie płciowe między ludźmi wolnymi niekoniecznie zasługuje na potępienie. Musimy teraz pójść jeszcze dalej i ogłosić, że właściwie pojmowane i praktykowane z miłości pozamałżeńskie stosunki płciowe naprawdę wychodzą na dobre”.
Pastor Clanton, który określa mierniki biblijne mianem „przedpigułkowej moralności”, pisze ponadto:
„Kościół powinien się starać raczej o osłabienie, a nie o umocnienie wpływu, jaki wywiera na społeczeństwo moralność przedpigułkowa”.
Jak można uznać, że duchowni ujmują się za Biblią, jeżeli zamiast umacniać wpływ, jaki nauki biblijne wywierają na ludzi, starają się go osłabić? A nie są to bynajmniej wypadki odosobnione. Czasopismo Time podaje, że taki pogląd na moralność ma „imponujący zastęp rzeczników”. — 21 stycznia 1966.
Jak się już dowiedzieliśmy z 1 Koryntian 6:9, 10, Biblia stanowczo potępia homoseksualizm. A jakie jest stanowisko kleru w tej sprawie? Czy w ostatnich latach nie spotykałeś doniesień prasowych z gatunku niżej przytoczonych?
12 lutego 1966 gazeta New York Times przyniosła wiadomość, że w Wielkiej Brytanii wniesiono projekt ustawy uchylającej sankcje karne za stosunki homoseksualne uprawiane za obopólną zgodą przez osoby dorosłe. W artykule czytamy:
„Na czele domagających się reformy znalazły się kościoły. Zarówno kościół anglikański, jak i ugrupowania rzymskokatolickie i metodystyczne domagały się uchwalenia [nowej ustawy]”.
W następnym roku w tym samym czasopiśmie powiedziano w reportażu z odbywającej się w Nowym Jorku konferencji biskupów kościoła episkopalnego:
„Wczoraj 90 duchownych kościoła episkopalnego zgodnie doszło do wniosku, że kościół powinien traktować stosunki homoseksualne uprawiane za obopólną zgodą przez osoby dorosłe za ‚moralnie neutralne’ i uznać, że w niektórych wypadkach takie stosunki mogą nawet być pożyteczne. (...) Episkopalna diecezja San Francisco zupełnie otwarcie poparła organizację homoseksualistów”. — 29 listopada 1967.
Z Hagi w Holandii nadeszła następująca wiadomość:
„W ubiegłym tygodniu w Rotterdamie duchowny rzymskokatolicki potajemnie udzielił ‚ślubu’ dwom homoseksualistom. (...) Wśród duchowieństwa katolickiego podnoszą się liczne głosy za takim samym traktowaniem stosunków między homoseksualistami, jak między mężczyzną a kobietą”.58
Nie do przyjęcia jest twierdzenie, że chodzi tu tylko o odosobnione poglądy pojedynczych kapłanów czy pastorów. W czasopiśmie De Gelderland z 14 czerwca 1968 zamieszczono informację o zjeździe około 260 duchownych katolickich i protestanckich, którzy przybyli z różnych krajów do Zeist w Holandii. Ci przywódcy religijni doszli do następującego wniosku: „Należy dążyć do całkowitego zespolenia z kościołem bliźniego-homoseksualisty jako zbiorowości”.
Chociaż nie każdy duchowny pochwala homoseksualizm, to jednak w wielu krajach wyraźnie zaznacza się taka tendencja. A co Biblia mówi na temat homoseksualizmu i jego rzeczników? Jej stanowisko w tej sprawie nie budzi żadnych wątpliwości:
„Znikczemnieli w swoich myślach (...) Podając się za mądrych stali się głupimi. (...) Prawdę Bożą przemienili oni w kłamstwo (...) Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności: mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie”. — Rzymian 1:21-27.
Ktoś mógłby jednak powiedzieć: „Ależ ja nigdy nie słyszałem, żeby nasz ksiądz mówił coś takiego”. Być może, ale czy pytałeś go kiedy, jak on się zapatruje na te sprawy? A choćby nawet wielu księży nie zgadzało się z przytoczonymi wypowiedziami, to gdzie są ich głosy zdecydowanego protestu? Gdzie można usłyszeć albo przeczytać, że duchowni lojalnie bronią Biblii przed jej wrogami? A co myśleć o wyznaniach, które godzą się z tym, żeby cytowani tu ludzie pozostali ich ordynowanymi przedstawicielami? Czy te kościoły chrześcijaństwa mogą zrzucić z siebie odpowiedzialność za to, co mówią i czynią ich duchowni? Czyż Biblia nie ostrzega, że „trochę kwasu ma moc zakwasić całe ciasto” i że „nie może (...) złe drzewo wydawać dobrych owoców”? — Galatów 5:9; Mateusza 7:18.
Może powiesz: „Ależ takie jednoczesne występowanie w charakterze przedstawicieli i przeciwników Boga i Jego Słowa to czysta obłuda!” Nie tylko ty tak myślisz. Nawet duchowni chrześcijaństwa wypowiadają się w podobnym duchu. Oto wyznanie biskupa Austina Pardue z pittsburskiej diecezji protestanckiego kościoła episkopalnego:
„Nasza obłuda jest nie tyle wyrachowana, ile wygodna. Przyczyną dokuczliwej choroby prawowiernych wyznań amerykańskich jest żrący kwas niewiary, który do tego stopnia osłabił nasze przekonania, że nasza religia stała się już tylko kwestią przyzwyczajenia i tradycji”.59
A czy inaczej było w czasie, kiedy na ziemi przebywał Jezus? Ówczesnym przywódcom religijnym powiedział on otwarcie: „Ze względu na waszą tradycję znieśliście przykazanie Boże”. Przyrównał ich do „grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa”, oraz dodał: „Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości” (Mateusza 15:1-9; 23:27, 28). Co Jezus powiedziałby o ludziach, którzy dzisiaj postępują podobnie? Czy tacy duchowni rzeczywiście ujmują się za Bogiem i Jego słowem?
JAKIMI POBUDKAMI SIĘ KIERUJĄ?
Czy jednak postępowanie kościołów chrześcijaństwa oraz ich duchowych przywódców miałoby budzić wątpliwości co do tego, że Biblia jest Słowem Bożym? Wprost przeciwnie, powinno raczej zwiększyć nasze zaufanie do tego Słowa. Dlaczego? Ponieważ Biblia potępia praktyki duchowieństwa, a przy tym wyraźnie przepowiedziała tę jego obłudę. Poza tym wskazuje ona dobitnie, z jakich pobudek duchowni przeciwstawiają się Biblii i naukom chrystianizmu.
Dziewiętnaście wieków temu apostoł Paweł przepowiedział takie odstępstwo:
„Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań — ponieważ ich uszy świerzbią — będą sobie mnożyli nauczycieli”. — 2 Tymoteusza 4:3.
Kler chrześcijaństwa chce się przypodobać swoim słuchaczom, żeby mieć dużo wiernych i żeby sobie zapewnić większe poparcie finansowe. W pogoni za popularnością stale pomija zasady Biblii i coraz bardziej się oddala od jej sprawiedliwych mierników. Duchowni „rozwodnili” Słowo Boże na wzór starożytnych handlarzy wina, którzy dolewali do niego wody, żeby go było więcej (2 Koryntian 2:17, NW). Czy tacy ludzie oraz ich kościoły mogą być ostojami moralności, za jakie się podają? Czy można brać poważnie wypowiedzi takich ludzi, gdy występują z oskarżeniami pod adresem Biblii? Nie, ponieważ ich postępowanie dowodzi, że brak im siły moralnej oraz że nie potrafią i nie chcą się stosować do wysokich mierników biblijnych.
Znamienna jest pod tym względem wypowiedź pastora kościoła uniwersalistów (First Universalist Church) w Denver na temat kleru chrześcijaństwa:
„Członkowie naszych kościołów oceniają nas na podstawie danych statystycznych o naszych osiągnięciach w zakresie werbowania nowych członków, zdobywania pieniędzy, organizowania misji i udzielania poparcia finansowego naszym nadrzędnym instytucjom kościelnym.
„Pod wieloma względami dzisiejszy duchowny jest najemnikiem swojej parafii. Bardzo szybko przekształcamy się w ‚organizatorów’ — a przez włączenie się do systemu zapewniamy sobie dożywotnią posadę. Gdy zachowujemy się przyzwoicie, to wiemy, że zostaniemy przeniesieni do większej parafii i będziemy otrzymywać wyższą pensję. (...) W rezultacie bardziej nam zależy na budowaniu kościoła niż ludzi. (...) Szybko stwierdzamy, co ludzie chcą usłyszeć, i mówimy im to”.60
W Biblii jest przepowiedziane, że „w dni ostatnie nastaną czasy krytyczne, trudne do zniesienia” i że ludzie będą mieli ‚formę zbożnego oddania, ale okażą się fałszywi względem jego mocy’. Kościoły chrześcijaństwa oraz ich przywódcy zachowują dzisiaj jeszcze tylko „formę”. Nie ulega wątpliwości, że brak im „mocy” Słowa Bożego i zawartego w nim orędzia. Biblia radzi: „Od tych się odwróć”. — 2 Tymoteusza 3:1-5, NW.
JAK DOSZŁO DO ODSTĘPSTWA
To odstępowanie od mierników i nauk biblijnych rozpoczęło się już w pierwszych wiekach naszej ery. Jezus Chrystus, założyciel chrystianizmu, wiedział, że dojdzie do takiego odstępstwa, i przepowiedział je w jednej ze swych przypowieści. Prawdziwych chrześcijan, „synów królestwa”, przyrównał do dobrego nasienia pszenicy, posianego na roli, którą jest świat. Tymczasem nieprzyjaciel Boży, Szatan Diabeł, posiał na owej roli „chwast” — „synów Złego”. Bóg miał dopuścić, żeby zarówno „pszenica”, jak i „chwast” rosły razem aż do „żniwa”. Potem miał umożliwić odróżnienie „pszenicy” od „chwastu” i rozkazać żeńcom, żeby „pszenicę” zebrali, a „chwast” zniszczyli. — Mateusza 13:24-30, 36-43.
Również uczniowie Jezusa przepowiedzieli to odstępstwo. Apostoł Paweł skierował do chrześcijan w Azji Mniejszej następujące ostrzeżenie:
„Wiem, że po moim odejściu wejdą między was wilki drapieżne, nie oszczędzając stada. Także spośród was samych powstaną ludzie, którzy głosić będą przewrotne nauki, aby pociągnąć za sobą uczniów”. — Dzieje Apostolskie 20:29, 30.
Historia potwierdza, że tacy ludzie o usposobieniu wilków rzeczywiście odciągnęli wielu od mierników biblijnych do świeckiego trybu życia. Chrystus Jezus powiedział wyraźnie: „Królestwo moje nie jest częścią tego świata”. Uczeń Jakub nazwał ludzi szukających przyjaźni ze światem „cudzołożnicami” i dodał: „Ktokolwiek więc chce być przyjacielem świata, staje się wrogiem Boga” (Jana 18:36; Jakuba 4:4, NW). Odstępczy chrześcijanie zignorowali te nauki biblijne. W czwartym wieku naszej ery rzekomo „nawrócił się” rzymski cesarz Konstantyn.b Ludziom, którzy odpadli od prawdziwego chrystianizmu, otworzyło to drogę do światowych zaszczytów. W Cyclopaedii M’Clintocka i Stronga czytamy:
„Prostota ewangelii została skażona; wprowadzono wystawne rytuały i ceremonie; nauczycieli chrystianizmu obsypano światowymi zaszczytami i wyznaczono im hojne wynagrodzenie, a królestwo Chrystusa przekształciło się w znacznym stopniu w królestwo tego świata”. — T. 2, s. 488.
Nie miało to nic wspólnego z chrystianizmem biblijnym. Taki chrystianizm był sfałszowany, oszukańczy. Biblia wskazuje, że Chrystus Jezus odrzucił zaproponowane mu przez przeciwnika Bożego, Szatana, panowanie nad politycznymi królestwami tego świata (Mateusza 4:8-11). Zupełnie inaczej postąpił w piątym wieku n.e. papież Leon I, który oświadczył:
„Chcę na tej ziemi jeszcze raz powołać do życia rząd — nie przez przywrócenie Cezarów, tylko przez obwołanie nowej teokracji, przez uczynienie siebie namiestnikiem Chrystusa (...) Będę nosił nie diadem, tylko tiarę, symbol powszechnego zwierzchnictwa, przed którym pierzchnie barbarzyństwo, a przywrócone zostanie szczęście”.61
Skutek był taki, że zamiast szczęścia nastał okres zepsucia, przesądów i przelewu krwi. Dla Europy Zachodniej nastało mroczne średniowiecze. Praktycznie rzecz biorąc, lud nie miał dostępu do Biblii w swoim języku. W tym okresie Biblia nie była czytana najczęściej, tylko najrzadziej. Przeczytaj sobie w jakimś dobrym podręczniku, co przyniosło takie odstępstwo od mierników biblijnych ludziom żyjącym w owym okresie największego rozkwitu potęgi, bogactwa i wpływów chrześcijaństwa. Przeczytaj sobie o wyprawach krzyżowych, zapoczątkowanych w jedenastym wieku n.e. w wyniku zabiegów przywódców kościelnych, o tym, jak hordy krzyżowców ciągnęły jedna po drugiej na Wschód plądrując i pustosząc wszystko. Przeczytaj coś o tym, jak krzyżowcy po zdobyciu Jerozolimy bezlitośnie wycięli w pień mahometan i żydów. W książce pt. The Story of Civilization (Dzieje cywilizacji) pewien historyk współczesny zamieścił następującą zwięzłą wypowiedź na temat tych „świętych wojen”:
„Krótko mówiąc, te krucjaty były przejawem rozpasanego, pozbawionego wszelkich skrupułów i niepohamowanego barbarzyństwa w imię Chrystusa”. — S. 587.
Zastanów się teraz: Czy ci krzyżowcy chrześcijaństwa spełniali proroctwo biblijne zapisane w Izajasza 2:4 (NW)? Jest tam powiedziane:
„Będą musieli przekuć swe miecze na lemiesze, a swoje włócznie na nożyce ogrodnicze. Naród przeciw narodowi nie podniesie miecza ani nie będą się już uczyć wojowania”.
Czy kierowali się zasadami prawdziwego chrystianizmu, których uczyli apostołowie? Apostoł Paweł napisał:
„Choć chodzimy w ciele, nie toczymy boju według tego, czym jesteśmy w ciele. Bo oręż naszego boju nie jest cielesny, ale jest potężny za sprawą Boga, żeby obalać silne obwarowania”. — 2 Koryntian 10:3, 4, NW.
Pamiętaj o tej nauce biblijnej przy czytaniu poniższej wypowiedzi kompetentnych przedstawicieli kościoła katolickiego zamieszczonej w broszurze The Truth About the Inquisition (Prawda o inkwizycji):
„Kościół nie zdoła się uwolnić od odpowiedzialności za stosowanie tortur oraz za palenie ofiar na stosie. (...) Otwarcie uznajemy odpowiedzialność papieży za stosowanie tortur i spalenie na stosie tysięcy heretyków. Sankcjonowanie przez nich takich okrutnych, brutalnych metod jest bezsprzecznie jednym z najbardziej ponurych rozdziałów w dziejach Świętego Oficjum i na zawsze okryło papiestwo wstydem i hańbą”. — S. 47, 49.
Reformacja, która się zaczęła w szesnastym wieku, sprawiła, że przez jakiś czas ludzie częściej czytali Biblię. W parze z tym szedł postęp w szkolnictwie i prawodawstwie, a w ślad za tym większa sprawiedliwość i tolerancja. Jednakże duchowni kościołów protestanckich nie wzięli sobie do serca biblijnej rady, której apostoł Paweł udzielił w Pierwszym Liście do Koryntian 1:10-13:
„A przeto upominam was, bracia, w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyście byli zgodni, i by nie było wśród was rozłamów; byście byli jednego ducha i jednej myśli. (...) Czyż Chrystus jest podzielony?”
Nie tylko nie było między nimi zgody, ale oni także nie odrzucili wielu nauk sprzecznych z Biblią, np. nauki o trójcy bogów, którzy są sobie równi, współwieczni i mają tę samą naturę. A przecież Jezus powiedział: „Ojciec większy jest ode Mnie” (Jana 14:28; 5:19, 30). Zatrzymali naukę o piekle, według której Bóg rzekomo męczy złych w literalnym ogniu. Tymczasem Biblia mówi: „Zmarli niczego zgoła nie wiedzą” oraz: „Zapłatą za grzech jest śmierć”, a nie wieczne męki (Eklezjastesa 9:5, 10; Rzymian 6:23). Chociaż odrzucili autorytatywne rządy papiestwa, to jednak zachowali podział kościoła na duchownych i laików. Jezus natomiast uczył swych uczniów, żeby nie używali żadnych tytułów, bo — jak powiedział: „wy wszyscy braćmi jesteście” i „kto się wywyższa, będzie poniżony”. — Mateusza 23:8-12.
Protestanccy przywódcy kościelni nie zawahali się też zawierać sojuszów z państwem. Udzielali błogosławieństwa zaborczym wojnom prowadzonym przez rządy polityczne i popierali ich politykę kolonialną. Z powodu powiązań kościołów chrześcijaństwa z kolonializmem ich misjonarze często są nienawidzeni przez ludność krajów, w których działają.
Czy słyszałeś kiedy o „wojnach opiumowych”, które w połowie dziewiętnastego wieku kraje chrześcijaństwa prowadziły z Chinami? Przeczytaj poniższy opis zamieszczony w czasopiśmie Life z 23 września 1966:
„Podczas szeregu interwencji zbrojnych [Brytyjczycy] dowiedli, że nikt — a już najmniej rząd cesarski [Chin] — nie może im przeszkodzić w prowadzeniu handlu narkotykami czy innymi towarami, które przynoszą wielkie zyski, jeśli tylko znajdą chłonny rynek (...)
„W latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia wwożono co roku do Chin 4000 ton [opium]. (...)
„Najważniejszym rezultatem wojny opiumowej było wydzielenie pięciu portów, w których cudzoziemscy kupcy mogli mieszkać i handlować pod nadzorem własnych konsulów. Zezwolono też na przyjazd misjonarzy (...)
„Ale państwa zachodnie chciały jeszcze więcej ustępstw. (...) Francja i Wielka Brytania zorganizowały wspólną ekspedycję, która w roku 1860 dotarła do stolicy [Chin]. (...) W końcu Chiny zostały zmuszone do otwarcia jeszcze innych portów, do pokrycia kosztów ekspedycji oraz do uznania poselstw Zachodu. Zezwoliły także na swobodną działalność misyjną w całym kraju; zostało przez to zasiane ziarno, z którego po 40 latach wykiełkowało zaciekłe, antychrześcijańskie powstanie Bokserów”.
Zastanów się również nad następującym oświadczeniem pastora metodystów Gabriela Setiloane, złożonym na Ogólnoafrykańskiej Konferencji Kościelnej zorganizowanej w roku 1963 w Ugandzie:
„W Afryce kościół nacierał ramię w ramię z awanturnikami, odkrywcami, kolonizatorami, a nawet imperialistami. Ręka, która ustawiała krzyż (...) na tym kontynencie, nie była ręką kapłana ani apostoła. Była to zbroczona krwią ręka żołnierza. (...) Nawet już w naszym stuleciu kościół, pomimo protestów, nie potrafił się puścić ‚spódnicy’ Cezara”.
Kto więc ocenia wartość Biblii na podstawie dziejów, nauk i postępowania chrześcijaństwa, ten popełnia wielki błąd. Potwierdza to następujące wyznanie znanego duchownego Harry’ego Emersona Fosdicka:
„Historia Zachodu to opis licznych, następujących po sobie wojen. (...)
„Jednym kątem ust głosimy o Księciu Pokoju, a drugim wysławiamy wojnę. O tym, jak dobrze nauczyliśmy się mieszać ze sobą Chrystusa i rzeź, ewangelię i zorganizowane ludobójstwo, świadczy niedawne przeżycie jednego z misjonarzy działających w pewnym kraju na Wschodzie. Po wygłoszeniu kazania na temat chrześcijańskiej dobrej woli jeden tubylec odwołał go na stronę i powiedział: ‚Chciałem tylko zaznaczyć, że w tym kraju ludzie wykształceni widzą w chrystianizmie religię wojny i przelewu krwi’”.62
Za uprzedzenia milionów ludzi do Biblii nie ponosi winy ugruntowany na Biblii chrystianizm, tylko chrześcijaństwo i jego skłócone między sobą kościoły. Ale właśnie w Biblii jest napisane, że Bóg potępia postępowanie chrześcijaństwa i że chrześcijaństwo dopuściło się w imię chrystianizmu niesłychanego oszustwa! Do chrześcijaństwa i jego kościołów odnoszą się bowiem słowa:
„Twierdzą, że znają Boga, uczynkami zaś temu przeczą”. — Tytusa 1:16.
CHRZEŚCIJAŃSTWO ZBIERA, CO POSIAŁO
Nastało przepowiedziane w Biblii „żniwo”. Różnica między „chwastem”, to znaczy rzekomymi chrześcijanami nasianymi przez przeciwnika Bożego, a „pszenicą”, czyli chrześcijanami prawdziwymi, jest teraz wyraźnie widoczna. Chrześcijaństwo wcale nie jest rajem duchowym wydającym owoce ducha Bożego, tylko zachwaszczoną grzędą braku jedności i wiary oraz postępowania wyzutego z wszelkich zasad. W wielu częściach świata wychowało jedynie „ryżowych chrześcijan”, tzn. ludzi, którzy przystali do jego kościołów, bo się spodziewali korzyści materialnych.
Jakże słuszna jest zanotowana w Biblii wypowiedź:
„Bóg nie dozwoli z siebie szydzić. A co człowiek sieje, to i żąć będzie”. — Galatów 6:7.
Ponieważ chrześcijaństwo rozsiewało nasiona przeciwne Słowu Bożemu, Biblii, więc teraz zbiera zasłużone plony: zaciekłe walki wewnętrzne, dotkliwy brak kandydatów do seminariów duchownych, stały spadek liczby wyznawców, coraz większą utratę wpływów, publiczną krytykę z powodu mieszania się do polityki oraz szerzenie się przestępczości i niemoralności. Ponieważ kościoły chrześcijaństwa starały się uzyskać wpływ na władze polityczne przez uprawianie z nimi nierządu, więc nie zdołają uniknąć uznania ich za część składową nierządnego „Wielkiego Babilonu”, symbolicznego ‚Wielkiego Miasta, mającego władzę królewską nad królami ziemi’ (Apokalipsa 17:1-6, 18). W niemniejszym stopniu niż do pogaństwa, również do chrześcijaństwa odnoszą się słowa:
„Wyjdźcie z niego, ludu mój, abyście nie byli uczestnikami grzechów jego i aby was nie dotknęły plagi na niego spadające, gdyż aż do nieba dosięgły grzechy jego i wspomniał Bóg na nieprawości jego”. — Objawienie 18:4, 5, NP.
Jeżeli chcesz należeć do tych, których Bóg nazywa ‚ludem swoim’, to nie wolno ci kierować się wypowiedziami chrześcijaństwa na temat Słowa Bożego ani wierzyć, że ono postępuje zgodnie z naukami i zasadami Biblii. Jednakże są dzisiaj prawdziwi chrześcijanie, którzy wierzą, że Biblia jest Słowem Bożym, i oni są przekonani o słuszności jej mierników i zasad, starają się żyć zgodnie z tymi zasadami i wolą raczej umrzeć niż od nich odstąpić. Ci chrześcijanie żyją we wszystkich częściach świata i pochodzą ze wszystkich ras i narodów, ale żyją w pokoju ze sobą, miłują się nawzajem i jednomyślnie biorą udział w niesamolubnym pomaganiu ludziom, którzy chcą poznać prawdę o Bogu i Jego Słowie. Jakaż to wspaniała nadzieja — której i ty mógłbyś się uchwycić — tak ich zjednoczyła? Powie ci o tym ostatni rozdział niniejszej książki.
[Przypisy]
a Mówiąc nawiasem, Biblia nie jest tworem „zachodniej cywilizacji”, gdyż została spisana głównie na Bliskim Wschodzie.
b Po tym „nawróceniu się” Konstantyn kazał zamordować swego młodocianego bratanka, żonę Faustę oraz własnego syna Kryspusa.