-
Tymoteusz otrzymuje rady od kogoś starszegoStrażnica — 1983 | nr 20
-
-
niż inni do przewodzenia w „pracy ewangelizatora” (2 Tym. 4:5). W takim razie powinni to czynić. Działalność ta przecież MUSI być wykonana, gdyż „wola [Jehowy] przewiduje, żeby ludzie wszelkiego pokroju byli wybawieni i osiągnęli dokładną wiedzę o prawdzie”. Nie można dopuścić do tego, aby rozrywki, zainteresowania amatorskie, urlop albo sport wypełniły czas słusznie zarezerwowany na naszą chrześcijańską służbę Bożą (1 Tym. 2:4; 4:8).
W myśl rady, jakiej Paweł udzielił Tymoteuszowi, młodzi bracia należący do grona starszych nie powinni dopuścić do tego, aby w usługiwaniu przeszkadzał im strach przed ludźmi. Paweł przypomniał mu, że „Bóg nie dał nam przecież ducha tchórzostwa, lecz siły i miłości, i zdrowego rozsądku”. Z tego powodu żaden starszy ani żaden inny członek zboru nie powinien ‛wstydzić się świadectwa o naszym Panu’. W rzeczywistości wszyscy chrześcijanie powinni chętnie uczestniczyć „w cierpieniu zła dla dobrej nowiny” (2 Tym. 1:7, 8).
W wyniku śmiałego występowania w obronie prawdziwego wielbienia młody Tymoteusz usługujący w charakterze starszego oraz jego poważny wiekiem współstarszy, to jest Paweł, zaskarbili sobie miłość i poważanie swoich chrześcijańskich braci. Dzięki wzorowaniu się na przykładzie tych nadzorców z pierwszego stulecia starsi w obecnym dwudziestym wieku tak samo zjednają sobie miłość i szacunek wśród braci i sióstr. Istotnie, bez względu na to, czy są młodzi, czy starzy, „ludzie (...), co właściwie usługują, zdobywają sobie właściwą pozycję” (1 Tym. 3:13).
-
-
Tytus podejmuje się trudnego zadaniaStrażnica — 1983 | nr 20
-
-
Tytus podejmuje się trudnego zadania
„DO TYTUSA, prawego syna we wspólnej wierze”. Słowa te musiały podbić serce Tytusa, gdy zaczął czytać list, w którym apostoł Paweł przydzielił mu pewne zadanie. Pozostał bowiem na Krecie, by usługiwać tam w charakterze nadzorcy podróżującego, odwiedzając różne zbory. Tytus dowiódł swej ‛prawości’ i dlatego kwalifikował się do pełnienia odpowiedzialnych funkcji, jakie zostały mu powierzone (Tyt. 1:4, Dąbrowski, z greckiego).
Około dwunastu lat wcześniej, a może więcej, Paweł zabrał Tytusa do Jeruzalem. Ten nieobrzezany „prawy” chrześcijanin pochodzenia greckiego był niewątpliwie przy tym, gdy apostołowie i starsi dochodzili do słusznego wniosku w sprawie obrzezania. Po rozważeniu wielu dowodów postanowili, że nie ma potrzeby, aby chrześcijanie wywodzący się od pogan, tacy jak Tytus, musieli się poddawać obrzezaniu i stosować do wszystkich wymagań Prawa Mojżeszowego. Jakże pokrzepiającym przeżyciem musiała być obecność na tym historycznym spotkaniu! (Dzieje 15:1-29; Gal. 2:1-3).
Mimo to na Krecie znajdowali się w zborach ludzie, którzy wciąż jeszcze ‛obstawali przy obrzezaniu’. Nie zgadzali się z ciałem kierowniczym w Jeruzalem. Zamiast zachować swoje opinie dla siebie, ci „niekarni” nauczali, że obrzezanie jest niezbędnym warunkiem zbawienia. Co gorsza, te „puste gaduły” broniły „żydowskich baśni” i nakazów nie objętych Prawem Mojżeszowym. Owi „mąciciele umysłu” burzyli wiarę „całych domostw”. Zborom na Krecie zagrażał rozłam (Tyt. 1:10, 11, 14).
Inne niebezpieczeństwo groziło ze strony osławionego środowiska, z którego wyszli kreteńscy chrześcijanie. Pewien tamtejszy prorok przyznał: „Kreteńczycy to zawsze
-