-
Apokryfy — od Boga czy od ludzi?Strażnica — 1961 | nr 3
-
-
Co można powiedzieć o widniejącym wśród apokryfów dodatku do księgi Estery, uzupełniającym ją od 10:4 do 16:24? W świetle rzeczowej krytyki wygląda on wcale nie lepiej. Każe nam wierzyć, że Mardocheusz był ‚mężem wielkim i między pierwszymi dworu królewskiego’, a to w drugim roku panowania Artakserksesa i zarazem 150 lat po zabraniu go, to znaczy Mardocheusza, do niewoli przez Nabuchodonozora w czasie jego pierwszej wyprawy przeciw Jeruzalem! Twierdzenie, że Mardocheusz piastował stanowisko na dworze królewskim tak blisko początku panowania tego króla, nie tylko zaprzecza kanonicznej części księgi Estery, ale też występującej w samym dodatku późniejszej informacji o jego wywyższeniu. Pełno w nim wzmianek o Bogu i pobożnych czynach. Niewątpliwie został dodany do księgi Estery w celu nadania jej bardziej religijnego akcentu. Jednak same wzmianki o Bogu ani trochę więcej nie dowodzą boskiego pochodzenia, niż ich bark — pochodzenia ludzkiego.
W „Pieśni trzech młodzieńców” opisano, jakoby jeden z nich najpierw się modlił — w stylu modlitw Ezdrasza i Nehemiasza — a potem „anioł Pański (...) wyrzucił płomień ognia z pieca”. Potniej następuje pieśń, która jest bardzo podobna do Psalmu 148. Jednakże pieśń ta zawiera wzmianki o świątyni Jehowy, kapłanach i cherubinach, co w ogóle nie pasuje do stanu spustoszenia, w którym znajdowało się wówczas Jeruzalem. Dodatek ten obejmuje sześćdziesiąt osiem wierszy, które zostały włączone do tekstu między 23 a 24 wierszem trzeciego rozdziału proroctwa Daniela.
„Historia Zuzanny”, dołączona do księgi Daniela jako jej rozdział 13, donosi o dwóch starcach, którzy uknuli spisek przeciw pewnej cnotliwej niewieście, ponieważ nie chciała z nimi obcować cieleśnie. Doprowadzili do tego, że została skazana na śmierć. Młodzieniec Daniel demaskuje ich obłudę, przesłuchując każdego z osobna. Starcy umierają. Zuzanna jest uratowana, a Daniel zyskuje sławę. Jeżeli taki wypadek rzeczywiście przydarzył się młodemu Danielowi, to dlaczego opis tego pojawia się jako dodatek i dlaczego został zredagowany najpierw po grecku, tak samo zresztą jak i oba pozostałe dodatki do księgi Daniela, skoro sama księga była napisana w języku hebrajskim i aramejskim?
Ostatnim pismem apokryficznym, które należałoby rozpatrzyć jest historia „O Belu i o smoku”. W pierwszej części opisano tam, jak Daniel ujawnił pewne oszustwo kapłanów Bela, którzy zjadali składane mu pokarmy, a podawali, że spożywa je ten bałwan. Gdy Danielowi nakazano uczcić pewnego żywego „smoka”, spowodował on, że zwierzę nakarmione będąc mieszaniną smoły, sadła i sierści pękło. Czciciele smoka wtrącili za to Daniela do lwiej jamy. Tymczasem anioł ujął za włosy proroka Habakuka, który wtedy był nawet daleko stamtąd, i przeniósł go do jamy, aby dał Danielowi misę potrawy. Po siedmiu dniach Daniel zostaje uwolniony, a jego nieprzyjaciele rzuceni lwom. Czy jesteśmy skłonni uznać taką opowiastkę za Słowo Boże?
A oto jak pewien autorytet streszcza argumenty przeciw pismom apokryficznym: „Nie zostały one zatwierdzone ani przez gminę żydowską, ani przez wczesnochrześcijański Kościół; (...) zupełnie brak w nich ducha proroczego (...); nie tylko, że nie roszczą sobie pretensji do inspiracji, ale nawet ubolewają nad jej brakiem; w wielu miejscach odznaczają się atmosferą romantyzmu i mitologii, tak obcą prostej dostojności Biblii; zaprzeczają sobie samym i niejednym faktom dobrze znanym z historii świeckiej; uczą doktryn nie zawartych w Biblii (...); przy tym wydaje się, że Pan i jego apostołowie nigdy nie powoływali się na ich autorytet.” — Abbott: Dictionary of Religious Knowledge (Słownik wiedzy religijnej), strony 50 i 51.
Apokryfy naprawdę więc nie pochodzą od Boga, lecz od ludzi. Jakimż brakiem zrozumienia i doceniania Słowa Bożego jest traktowanie tych pism na równi z innymi, które istotnie należą do Biblii! Właśnie do apokryfów słusznie może być zastosowane ostrzeżenie apostoła Pawła, aby się wystrzegać żydowskich baśni. — Tyt. 1:14.
-
-
Pytania czytelnikówStrażnica — 1961 | nr 3
-
-
Pytania czytelników
● Czy zanim Bóg uzna nas za ordynowanych sług ewangelii, czyli kaznodziejów, musimy być ochrzczeni? W broszurze „Defending and Legally Establishing the Good News” („Obrona i prawne umocnienie dobrej nowiny”) posiedziano bowiem, że jeśli jeszcze nie jesteśmy chrzczeni, to przed sądem powinniśmy mówić, iż jesteśmy nieordynowanymi kaznodziejami.
Władze na ogół wymagają pewnych ceremonii ordynujących do służby kaznodziejskiej; dlatego za datę ordynowania zwykle liczy się dzień czyjegoś chrztu. To samo na pewno miało miejsce także w wypadku Jezusa, bo w spełnieniu Izajasza 61:1, 2 właśnie przy chrzcie został zlany na niego duch. Ktoś może dokonać kroku oddania się Jehowie przez Chrystusa oraz trwać w wiernym wychwalaniu Boga i w aktywnej służbie już na długo przed ochrzczeniem się w wodzie, gdy na przykład chwilowo nie ma odpowiedniej okazji. W takim wypadku dana jednostka jest wobec Boga ordynowanym kaznodzieją lub sługą ewangelii od czasu, gdy dokonała aktu oddania się Bogu, przy czym Bóg oczekuje, by przy pierwszej okazji usymbolizowała ten krok. Wyżej wspomniana broszura prawna ma zastosowanie w głównej mierze do prawa krajowego Stanów Zjednoczonych i uwzględnia podział sług ewangelii na ordynowanych kaznodziejów i kaznodziejów regularnych nieordynowanych. Traktując sprawę z punktu widzenia prawa krajowego broszura ta wskazuje, że na podstawie faktu, czy jesteśmy ochrzczeni, czy nieochrzczeni, możemy ustalić, do której klasy należymy. Wszystkich kaznodziejów, czy to
-